Blog posts

Jak się zmotywować w dwóch prostych krokach?

Jak się zmotywować w dwóch prostych krokach?

LIFESTYLE, PSYCHODIETKA, ZMIANA

A co jeśli cały czas szukamy sposobów na motywację, kiedy jednym z genialniejszych w swojej prostocie systemów jest – mały bacik nad głową, zmuszanie się? Jak to tak, zapytacie pewnie. Dużo rozmawiam z ludźmi, najczęściej w moim wieku, razem snujemy opowieści o świecie i to wynik jednej z nich.

– Co robisz?
– Czekam. Na wielki przypływ. Przypływ weny. Weny, która podbije ten świat! – wykrzykuję teatralnie.
– Martyna, nie ma czegoś takiego jak wena. Po prostu siadasz na dupsku i to robisz. Wiesz, jak się pisze książki? Nie ma w tym nic romantycznego. To nie wynik czerpania z magicznego źródełka inspiracji, to efekt codziennej ciężkiej pracy i godzin zmęczenia, odbębnionych tych samych nawyków, każdego dnia – poinformował mnie całkiem mądry kumpel.

Przypomnijcie sobie pracę domową, zwłaszcza opowiadania z języka polskiego (ja je uwielbiałam, zawsze chciałam być pisarką, więc sami rozumiecie). Dopiero kiedy miałam deadline, czyli “do zrobienia na jutro”, siadałam i pisałam. Rzeczywiście nie ma w tym nic romantycznego. Trzeba usiąść na dupsku i napisać.

Gdyby nie “przymus”, nie chodzilibyśmy do szkoły.
Gdyby nie “przymus”, nie uczęszczalibyśmy na egzaminy.
Gdyby nie “przymus”, być może, nie chodzilibyśmy do lekarzy.
Gdyby nie “przymus”, nie pracowalibyśmy i nie zarabialibyśmy pieniędzy.

Zobaczcie, jest wiele sytuacji, gdzie ktoś – rodzicie, coś – sytuacja prawna, do czegoś nasz zmusza. Problem zaczyna się, gdy dorastamy – jesteśmy zdani sami na siebie, podejmujemy decyzje, sami zmuszamy się do pewnych działań. Nie jest to łatwe, ponieważ całe życie byliśmy przyzwyczajeni do tego, że ktoś nam mówił, co mamy robić.

Jeśli wiemy, że wpłyniemy pozytywnie na nasze życie, jeśli dostrzegamy pozytywne skutki naszych ewentualnych działań, to czasami warto się do czegoś zmusić. Nawet, jeśli się tego nie lubi. To jak z chodzeniem do dentysty – raczej nie przepadamy, ale chodzić powinien każdy. Początkowo może nam się coś nie spodobać, ale z czasem możemy się do tego przekonać. Do dobrych działań, warto się zmuszać. Ale siebie i tylko siebie. Nie innych. Odpowiadamy za nas samych i nasze życie. Tak zaczęła się moja przygoda z siłownią. Zmusiłam się. I często mi się nie chce, ale stawiam na nawyk – zębów też czasem nie mam ochoty czyścić, a nie ma opcji, bym usnęła bez tego. To standardowy schemat, który sama sobie stworzyłam.

Jak się zmotywować?
1. WSTAWAJ.
2. RÓB TO.

Jak powiedział mój kolega, siadaj na dupsku i pisz, wsiadaj na rower i jedź, bierz telefon i dzwoń, kup bilet i jedź, załóż buty i biegnij.

Wena do działania to fikcja, tymczasowy kaprys. Nawet, jeśli włączy Ci się “niechcemisieizm”, rób to. Tak działamy my, tak działali Wielcy. Czasem się nie chce, ale nawet wtedy warto działać. Strasznie mi się nie chciało, ale usiadłam i napisałam. Czy jakkolwiek to wpłynęło negatywnie na ten tekst? Nie wydaje mi się.

Jak myślicie, czy ta metoda ma zastosowanie? 🙂

About the author

Martyna Banasiak
Cześć, miło mi Cię widzieć! Blogować zaczęłam 3 lata temu, wtedy założyłam największego w Polsce bloga o psychodietetyce i zdrowym stylu życia Psychodietka.pl, w marcu tego roku dokonałam rebrandingu i działam pod swoim nazwiskiem na MartynaBanasiak.pl, rozszerzyłam też tematykę bloga. Możesz zobaczyć i posłuchać mnie na kanale na YouTube. Moje filmy mają około 2 000 000 wyświetleń (WOW!), uwielabiam to miejsce, może Tobie też się spodoba. Nie zastanawiam się nad tym, czy bardziej czuje się blogerem, czy youtuberem, po prostu robię dobre rzeczy, bo wiem, że tak można zdziałać najwięcej i najlepiej.