Blog posts

Jak sprawić, by to co robię miało sens i przynosiło satysfakcję z życia?

Jak sprawić, by to co robię miało sens i przynosiło satysfakcję z życia?

LIFESTYLE, ZMIANA

Spada jak grom z jasnego nieba, nie wiadomo skąd, nie wiadomo dlaczego i w jakim celu. To niemiłe uczucie gdzieś pod skórą, może bliżej serca, a może w okolicach płuc, bo od razu ciężej się oddycha. Nurkowanie w morzu pytań z efektem domina: “Czy to, co robię ma sens?”, “Czy moja praca ma sens?”, “Czy moje studia mają sens?”, “Czy moje życie ma sens?” i tym podobne sensy wszelakie. Pytanie odnośnie sensu można rzucić w każdym kierunku, podważyć jestestwo i istnienie dóbr wszelkich.

Próbujesz od tego uciec, wyrzucić z głowy, lecz zazwyczaj te wysiłki są na nic i pozwalasz temu przejąć nad sobą kontrolę. Ten nieustanny niepokój i narastające przygnębienie.

Widzisz, rozwiązanie tego jest dość proste, ale nie jest łatwe. Wystarczy zadać sobie pytania, jakie Cię gnębią i zastanowić się, na ile dana rzecz, praca, działanie, to co spędza Ci sen z powiek, ma sens, a na ile go nie posiada.

Jakie są plusy danej sytuacji i jaką te plusy mają dla mnie wartość – na ile są ważne w skali 0-5?
Jakie są minusy danej sytuacji, niekorzystne skutki (bardziej lub mniej uboczne) i jak są dla mnie istotne – na ile są ważne w skali 0-5? Zobaczcie na przykładzie poniżej:

2016-07-15_1121

Jeżeli otrzymasz wynik, który sugeruje, że minusy przewyższają plusy (i nie do końca chodzi o ilość, ale też o wartość), to sprawę masz jasną. I od razu uprzedzam, jak żyję (a nie jest to znów tak mało), nigdy nie widziałam czystego wyniku typu “NIE MA SENSU” (z jednym wyjątkiem), przy każdym jednym punkcie znajdzie się choć jeden mały plusik, korzyść, która automatycznie sprawia, że ma to sens. Koniec i kropka. To prawie jak czysta matematyka, jej wynik jest niepodważalny! Tu nie ma miejsca na romantyzmy!

To uczucie “bezsensu” nie należy do najprzyjemniejszych, ono jest wręcz okropne. Niemniej, można je zakwestionować. Usiądź, pomyśl, wypisz. Daj sobie czas. Jeżeli mam problem, to przyglądam mu się uważnie i analizuję z każdej strony. To najlepsza metoda.

Wiecie, mam przyjaciółkę.

Taką z którą znam się sto lat, a może i nawet sto pięćdziesiąt. I ona tak właśnie zapętliła się w myśleniu nad sensem swojej pracy. Męczyło ją to strasznie. Ukończyła specjalne studia, kilka kursów i po trzech latach pracy w zawodzie, poczuła, że to, co robi jest bezsensu. Oczywiście, takie nie było. Można jak na dłoni wskazać ewidentne plusy: finansowe korzyści, otrzymywanie środków do życia, przyczynianie się do edukacji społeczeństwa, itd. Niemniej, te korzyści, były dla niej mniej ważne, niż poczucie spełnienia, brak dalszego rozwoju, zmęczenie fizyczne. I wiecie, co? Zwolniła się. To była ciężka decyzja, naprawdę okrutnie ciężka. To totalna zmiana kierunku na początku drogi zawodowej. Jestem z niej naprawdę dumna i wspieram ją wszelkimi komórkami, jakie posiadam.

Dlaczego Wam o tym opowiadam? Po pierwsze, tylko Wy jesteście w stanie ocenić, czy to nad czym się zastanawiacie ma sens (ja wiem, że ma, ale musicie dojść do tego sami). Po drugie na ile ma sens. I po trzecie, skoro już znacie wynik, to czy chcecie to zmienić.

Bez względu na wiek, miejsce w jakim się teraz znajdujesz, jakim jesteś człowiekiem, co umiesz, co już w życiu robiłeś, a czego jeszcze nie, zawsze można dokonać zmiany – całkowicie zmienić kierunek lub ulepszyć to, co jest teraz. Nasze życie to nie jest linia prosta – obrałeś jakiś kurs, więc lecisz nim na łeb, na szyję. Oj, nie, nie. Zawsze możesz zakręcić, zmienić sprzęt, wrócić na stary szlak, wydeptać nową ścieżkę. Oczywiście, jest to czasem przerażające i nic dziwnego, że masz wątpliwości.

Uczucie bezsensu pojawia się i znika, u niektórych ma miejsce rzadziej, a u innych częściej. Ważne jest, by mieć niezbite dowody na to, że to, co robisz ma sens. Zawsze możesz pomachać sobie nimi przed oczami, zatrzymać się na chwilę i wymienić je wszystkie. Dyskutuj z tym “bezsensem”. Co on sobie wyobraża, że może sobie tak wpadać nieproszony i narzucać Ci swoje “widzimisię”? Co to, to nie!


Cześć, wracam do Was

Piękni i Mądrzy Moi, ja tylko dodam, że wracam. Wracam do regularnego pisania.
Będzie tu pięknie bardzo. Czy ktoś mnie będzie czytał? Bo wiecie… Bez Was, Waszego wsparcia, opinii i komentarzy, to nie ma sensu (i to jest ten JEDEN wyjątek). <3

 

Podobne artykuły, które mogą Cię zainteresować:

 

About the author

Martyna Banasiak
Cześć, miło mi Cię widzieć! Blogować zaczęłam 3 lata temu, wtedy założyłam największego w Polsce bloga o psychodietetyce i zdrowym stylu życia Psychodietka.pl, w marcu tego roku dokonałam rebrandingu i działam pod swoim nazwiskiem na MartynaBanasiak.pl, rozszerzyłam też tematykę bloga. Możesz zobaczyć i posłuchać mnie na kanale na YouTube. Moje filmy mają około 2 000 000 wyświetleń (WOW!), uwielabiam to miejsce, może Tobie też się spodoba. Nie zastanawiam się nad tym, czy bardziej czuje się blogerem, czy youtuberem, po prostu robię dobre rzeczy, bo wiem, że tak można zdziałać najwięcej i najlepiej.