Blog posts

Nie mogę schudnąć – proszę o radę!

Nie mogę schudnąć – proszę o radę!

Uncategorized
Jestem

uzależniona od jedzenia. Jedzenie jest moja obsesją… Nieraz potrafię
jeść suchy makaron, byle by coś jeść. Myślę ciągle o jedzeniu, jem,
opycham się… Normalnie masakra. Wiem wszystko o zdrowym odżywianiu,
wodzie, itp., ale nie potrafię tego wprowadzić w życie. I tak już od
roku… Mam wyrzuty sumienia z tego powodu. Teraz dodatkowo pojawiły się

problemy ze zdrowiem.. Postanowiłam się wziąć do pracy – ćwiczenia,
bieganie, białko… Po dwóch miesiącach brak efektów… Karnet się
skończył i rzuciłam znów takie życie. Boję się ćwiczyć, boję się nie
jeść, wstydzę się? Nie wiem jak to napisać. może miałabyś dla mnie
jakieś rady. Jestem już coraz bardziej zrezygnowana..

 

Dostaję od Was bardzo dużo komentarzy, maili z prośbami o pomoc. Jakiś czas temu, była na blogu seria od Czytelniczek, która Wam się podobała. Tym razem przedstawiam Wam wiadomość od Karoliny:
Witaj, od jakiegoś czasu jestem stałą czytelniczką Twojego bloga i instagrama. Bardzo podoba mi się Twój blog, są na nim dobre i przydatne wpisy. Jako że Psycho i dietka, to postanowiłam napisać do Ciebie z moim problemem.
Zaczęło się po skończeniu liceum. Nigdy nie byłam szczególnie szczupła. Po liceum, gdy poszłam na studia przytyłam ni stad ni zowąd 15 kg w ciągu 3 miesięcy(?!). Pojawiły się problemy ze spaniem, koncentracją, przestałam wychodzić do znajomych, pogorszyły się relację z chłopakiem. Już wtedy zauważyłam u siebie zmiany depresyjne, ale nie było to tak ważne. Byłam gruba i chciałam schudnąć, ale ciągle jadłam, zajadałam smutki, nudziłam się – jadłam. W ogóle nie ćwiczyłam. Nie dopuszczałam do siebie tych 15 kg na plusie. 
Kiedyś trafiłam na darmową analizę składu ciała. Wyniki wyszły koszmarne! Nadwaga 2 stopnia(?) , za mało kości do masy, za mało wody, za mało mięśni, sam tłuszcz, oblepiający tkanki wew. Dwa dni chodziłam załamana, płakałam, obiecałam, że wezmę się za siebie “od jutra” od jutra zacznę żyć. W między czasie trafiłam na oddział z depresją. Uczęszczałam na zajęcia 3 miesiące. Coś się zmieniło, zaczęłam troszkę o siebie dbać. Kupiłam rower nawet, chodziłam na BBL, łyżwy, basen na wf…. Ale oprócz ładnej gadki jaka to nie jestem szczęśliwa, nic się nie zmieniło. Ciągłe jedzenie, kupowanie na zapas, wywalanie połowy zepsutych rzeczy – niezjedzonych i robienie jedzenia na zapas! We wakacje było bieganie fitness , po wakacjach karnet na siłowni 2 miesiące i nic! Z wagi nie zeszło nic! Jestem już rozżalona na to wszystko, nie mam siły- wpadam w smutek i mam wyrzuty sumienia- i co robię? JEM….
To jest straszne ciągle myślenie o jedzeniu. Jest to moją obsesją! 
Teoretycznie wiem wszystko o zdrowym jedzeniu, a nie potrafię się stosować do porcji i regularności ( ciągle jestem głodna). Próbowałam setki razy się zmienić, zmienić podejście, wiem że takie jedzenie mi szkodzi, ta obsesja, ale nie potrafię przestać…
Fragment wiadomości udostępniłam na Fanpage’u i poprosiłam Was
o rady, spostrzeżenia, pomysły, jak można pomóc.  
Zacznijmy od tego, że bardzo się cieszę, że Karolina napisała do mnie. Dlaczego? Z prostej przyczyny – to oznacza, że chce działać, nie poddaje się i mimo prób, wzlotów i upadków nie ustępuje (to naprawdę bardzo ważne). 
Co od razu rzuca się w oczy, zarówno w Waszych radach jak i działaniach Karoliny? Otóż, walka z problemem (tak, to istna walka, często wbrew sobie), zaczyna się od absolutnej terapii wstrząsowej, a chodzi mi dokładniej o całkowite zmiany sposobu żywienia. Karolina zna na pamięć zasady zdrowego odżywiania, wie co jest, a co nie jest zdrowe, ma jednak problem z wdrążeniem wiedzy w życie. Jeden z komentarzy mówił o kilkudniowej głodówce, po niej polecono “aplikację” zdrowego żywienia i kazano trzymać się tak długo, póki sił nie zabraknie…
Wielokrotnie o tym mówiłam, przypomnę raz jeszcze. Dieta, zdrowe odżywianie, ćwiczenia, porady dietetyka, jadłospis samego guru żywienia, nie zadziała. Dlaczego? Wyobraź sobie, że boli Cię głowa. Boli i boli. Bierzesz tabletkę przeciwbólową. Jedn tabletka, druga tabletka, opakowanie – pomaga, ale tylko na chwilę. W porę się reflektujesz i zapisujesz na wizytę u lekarza. Ten bada powierzchownie ciało i zapisuje silniejsze leki,  które zażywasz w razie napadów. Czy to rozwiązuje problem? Głowa może przestać na chwilę boleć, ale nie. To NIE rozwiązuje problemu. Dlaczego? Bo źródło choroby nie zostało dokładnie zlokalizowane, to tam należy działać! 
Podobnie jest z dietami, one są jedynie chwilową tabletką przeciwbólową. Znamy zasady zdrowego żywienia, stosujemy się do nich, ale przychodzi taki moment (moment krytyczny), że wracamy do tego, co znamy, do starego systemu żywienia. Dlaczego? Bo może tak naprawdę wcale nie lubimy tej diety, jest zbyt rygorystyczna, może lubimy te słodycze i trochę nam smutno, że nie możemy ich jeść… Powodów może być tyle, ile widnieje gwiazd na niebie…
NIE kieruj się powinnościami, czyli powinnam jeść 5 posiłków dziennie, powinnam ćwiczyć, powinnam nie jeść słodyczy, powinnam jeść same zdrowe produkty, i tak dalej… Powinnam? Muszę? Wiesz jak się to kończy? Tracisz większość energii na powstrzymywanie siebie, albo na rygorystyczne podążanie za regułami, wstrzelanie się w każdy punkt. Walczysz. Walczysz z sobą, swoim ciałem, otoczeniem. Może i chudniesz, ale nie jesteś szczęśliwa. Energii coraz więcej ubywa, a negatywnych emocji przybywa. Często rzucasz dietę, wracasz do jedzenia sprzed (tyjesz), czasami zaczynasz rzucać się na jedzenie (tyjesz), innym razem dochodzi do poważnych zaburzeń odżywiania, obsesji, depresji czy innych chorób psychicznych. Organizm jest wyniszczony, psychika również. 
Błędne koło, bo nierzadko w nie wpadamy, polega na tym, ze ponieważ podczas odchudzania schudliśmy, to wracamy do tego “odchudzającego systemu”. I znów się zaczyna… 
Nauczmy się raz na zawsze PRZESTAĆ odchudzać. Zmieniamy nawyki, o tym jak to robić napisałam szczegółowo w trzech częściach, dodałam także zadania:
Karolina podejmowała wiele prób, które z góry były skazane na porażkę… Czasem tak bywa, chcemy za mocno, za szybko, kierujemy się tym, co słyszymy w mediach, co czytamy w poradnikach, widzimy w telewizji. Niestety, przez takie działania ucierpiało samopoczucie, wiara w swoje możliwości, samoocena, a motywacja osiągnęła stan krytyczny. Warto w tym momencie skorzystać z pomocy psychodietetyka-psychologa. Mentor
podczas procesu zmiany jest niezwykle ważny. Kieruje nas, zadaje ważne
pytania, które pomagają zrozumieć siebie i prowadzi, czuwa nad naszą kondycja psychiczną i fizyczną. Dodatkowo, jeśli będzie trzeba psychodietetyk, poleci wizyty u psychoterepeuty, doradzi, gdzie się udać (być może potrzebna będzie psychoterapia). Karolina, to dzielna i cudowna osoba, która się nie poddaje i stara się działać, nie udaje jej się, ponieważ używa nieodpowiednich narzędzi. Czas je zmienić.
 
Gdy spytałam Was o zdanie, podeszliście do tematu
bardzo poważnie i na facebooku rozpoczęła się dyskusja z obszernymi komentarzami.
Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć, jak przebiegała może podejrzeć ją tutaj [KLIK]
Zastanawiam się, ile osób dostrzega sens w moich słowach – najpierw analizujemy problem, szukamy źródła, potem dostosowujemy działania i cele. Czy może nadal uważacie, ze dieta i ćwiczenia to najlepsze i jedyne wyjście?

About the author

Martyna Banasiak
Cześć, miło mi Cię widzieć! Blogować zaczęłam 3 lata temu, wtedy założyłam największego w Polsce bloga o psychodietetyce i zdrowym stylu życia Psychodietka.pl, w marcu tego roku dokonałam rebrandingu i działam pod swoim nazwiskiem na MartynaBanasiak.pl, rozszerzyłam też tematykę bloga. Możesz zobaczyć i posłuchać mnie na kanale na YouTube. Moje filmy mają około 2 000 000 wyświetleń (WOW!), uwielabiam to miejsce, może Tobie też się spodoba. Nie zastanawiam się nad tym, czy bardziej czuje się blogerem, czy youtuberem, po prostu robię dobre rzeczy, bo wiem, że tak można zdziałać najwięcej i najlepiej.