Blog posts

Psychodietetyka SWPS w Warszawie – wszystko co powinieneś wiedzieć

Psychodietetyka SWPS w Warszawie – wszystko co powinieneś wiedzieć

Uncategorized
Czy warto studiować “Psychodietetykę”? Co sądzę o tym kierunku? Jak to wygląda w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie? Stworzyłam niezbędnik wiedzy potrzebnej wszystkim ciekawskim oraz chętnym studentom.

Jak dostać się na studia psychodietetyczne?

Należy mieć dyplom studiów wyższych. 
W przypadku psychologii, jedynie tytuł magistra umożliwia złożenie dokumentów, jeśli chodzi o system trzy + dwa, już licencjat jest furtką. 

Jaki kierunek należy ukończyć, by móc studiować?
Jaki nam się żywnie podoba…  Marketing, prawo, zarządzanie, totalny misz-masz. 

Pytanie tylko po co? Jaki jest sens, by studiowały go osoby, które nie są psychologami czy dietetykami (ewentualnie trenerami, żywieniowcami)? Jeśli dla swoich własnych korzyści, rozwoju, zdobywania wiedzy, hobby – rozumiem i popieram. Jeśli osoby zupełnie niezwiązane z zawodami, które wyżej wymieniłam chcą pracować jako psychodietetyk, to nie do końca to rozumiem i prywatnie nie poleciłabym nikomu udać się do takiego “specjalisty”. 

Psychodietetyka, to poniekąd nurt w jakim się pracuje, sama w sobie nie stanowi zawodu. 
Jeśli ktoś się tytułuje tylko psychodietetykiem, trzeba dopytać co to znaczy, jakie studia ukończył, jaki jest jego zawód? Uczulam na to – nie dajcie się oszukać. Wybieramy według potrzeb psychologa, który jest psychodietykiem, bądź dietetyka, który jest psychodietetykiem. 

Czy wiek ma znaczenie? 
Żadnego. Jeśli zastanawiacie się czy jesteście za starzy na studiowanie, to odpowiem od razu: 
nie, nie jesteście.  

Opłata za dwa semestry nauki to w sumie 6000 zł.
300 zł za proces rekrutacji i 5700zł za studia (płaciłam jednorazowo, w przypadku rozłożenia czesnego na raty cena jest wyższa). Tak, dużo. I owszem, też uważam, ze to poniekąd skandal.
(Niestety taka wysoka cena, często wywoływała, wśród studentów postawę wysoko-roszczeniową, ale właściwie nie ma się co dziwić… )
Czy bać się rekrutacji?
Pytanie właściwie retoryczne, bo która uczelnia, szkoła zrezygnowałaby z bardzo dobrze płacącego studenta…?

 
Jak wyglądają zajęcia na psychodietetyce?
Zjazdy weekendowe
Czas trwania spotkań to październik – czerwiec, soboty i niedziele w godzinach mniej wiecej od 9.00 -16.00.
Forma zajęć
Pierwszy semestr – zimowy, składał się z samych wykładów.
Drugi semestr – letni, to moment w którym rozpoczęły się warsztaty (oczywiście były przeplatane wykładami). Na początku, został ustalony podział na grupy ok. 20 osobowe, tak by zajęcia przebiegały w komfortowych warunkach.
Tematyka 
BLOK PSYCHOLOGICZNY
  • Psychologia jedzenia i odchudzania
  • Elementy terapii poznawczo-behawioralnej a zmiana nawyków żywieniowych
  • Dialog motywujący i warsztaty komunikacji z pacjentem
  • Umiejętności pracy z grupą
  • Teoretyczne podstawy zaburzeń odżywiania
  • Praca z pacjentem w chorobach przewlekłych
  • Praca w interdyscyplinarnym zespole specjalistów (dietetyk, psycholog, lekarz)
  • Praca z dzieckiem nad kształtowaniem prawidłowych nawyków żywieniowych
  • Praktyczne aspekty pracy z pacjentem odchudzającym się – psychologiczne studium przypadku 
Blok psychologiczny to oczywiście moja działka, którą po stokroć faworyzuję (jakże mogłoby być inaczej?). Na większości zajęć świeciły mi się oczy i słuchałam z uwagą doświadczonych specjalistów. 
 
BLOK AKTYWNOŚCI FIZYCZNEJ
  • Aktywność fizyczna i jej rola w psychodietetyce
BLOK DIETETYCZNY
  • Fizjologia żywienia
  • Podstawy żywienia człowieka
  • Żywienie człowieka w chorobach
  • Edukacja żywieniowa
  • Projektowanie programów profilaktycznych
  • Żywienie człowieka w wybranych chorobach
  • Praktyczne aspekty pracy z pacjentem dietozależnym – dietetyczne studium przypadku

Co mi się nie podobało podczas studiów?

  • Powtarzanie treści
Jeśli studia są układane i cały system przemyślany, to wykładowcy (z
założenia) powinni podzielić się ze sobą “obowiązkami”. Pamiętam, że
była taka sytuacja na (mniej więcej) przedostatnich zajęciach, gdzie
prowadzący zaczynał wykład od samego źródła, tłumacząc przez 40 minut,
dlaczego standardowe formy odchudzania nie działają i czym właściwie
jest psychodietetyka. Podobnych kwiatków było więcej.
  • Zbyt mało praktyki, za dużo teorii

To się wiąże z powyższym punktem. Gdyby ćwiczeń, konkretnych analiz
przypadków, rozmów, było więcej, nie tracilibyśmy czasu na nieustanne
powtórki. To pewnie problem większości studiów. Dodatkowo, jakby nie patrzeć, ja przyszłam z dużą dawką wiedzy, interesowałam się tematyką, czytałam, pisałam, tworzyłam pracę magisterską odnośnie uzależnienia od jedzenia, prowadziłam blog, więc oczekiwałam przede wszystkim konkretów, przykładów i praktycznego podejścia.

  • “Wałkowanie” zaburzeń odżywiania

Większość psychologów ma je w małym
palcu, przypomnieć zawsze można, ale teoria i praktyka to lekka strata
czasu – tym bardziej, że poświęcono na nie warsztaty i z tego, co
pamiętam aż dwa wykłady. Pomijam, że psychodietetyk nie zajmuje się
pracą z nimi – to rola psychoterapeuty.

  • Rozciągnięcie w czasie

Zajęcia, z pewnością, dałoby się rozsądniej rozłożyć w czasie. Śmiem twierdzić, że jeden semestr mógłby wystarczyć, ale to już moje prywatne narzekactwo, ponieważ stosuję zasadę tu i teraz, co szkole niekoniecznie musi być na rękę.

  • Brak podziału na specjalistów

To największy minus tych studiów! Dietetycy i psycholodzy, plus inni w jednym worku. To potwierdzi każdy student – selekcja mogłaby wszystkim ułatwić życie. Dietetycy i inni, mogliby mieć podstawy psychologii ogólnej, a psycholodzy i inni, podstawy dietetyki i wszyscy byliby zadowoleni. Nie wiem dlaczego to nie jest wcielone w życie. Kwestie logistyczne, finansowe? Nie mam pojęcia. 

Z tego wynikało sporo problemów – dla mnie, przedstawiciela grupy psychologów, pewne treści dietetyczne były zbyt szczegółowe i umówmy się, niepotrzebne. Z kolei członkowie grupy dietetycznej, narzekali na zbyt wysoki poziom psychologii, ponieważ dla nich sama trudnością były takie podstawy jak odzwierciedlenia, komunikaty typu ty/ja, pytania otwarte. Nie mieli podstawy podstaw, potrzebnej przy komunikacji z pacjentem (ponieważ zaczęliśmy od psychologii jedzenia), a bujali w obłokach podczas banałów dietetycznych, potrzebnych psychologom.

Nie chodzi o wskazanie gorszych i lepszych, o rozdzielenie na mniej i bardziej potrzebnych. Każda grupa specjalistów ma inne potrzeby i właśnie do tych potrzeb, powinny być dostosowane zajęcia.

  • Podważanie wiedzy i autorytetu prowadzących

Nie wiem z czego to wynikało (może kwestie finansowe miały swój
wpływ), ale część studentów przejawiała wręcz agresywne postawy wobec
wykładowców (jeśli nie na zajęciach, to po nich). Po sali krążyły listy z
“żądaniami”, których nawet nie chce mi się tłumaczyć. Absolutny hit, to
nie zgadzanie się ze zdaniem prowadzącego, ponieważ miał nadwagę…

  • Nieprzygotowanie studentów

Słowo daję, część osób nie znała podstaw psychodietetyki, a gdy
już poznała podejście, nie rozumiała tego i nie zgadzała się z
przekazem. Może jestem naiwna, ale nie o samo zdobywanie tytułów w życiu
się rozchodzi… Jeśli idziemy na studia, gdzie wydajemy 6000 zł i
poświecamy na to rok czasu, to chyba warto wiedzieć na co się porywamy.
Unikniemy rozczarowań i niedomówień. Poczytać, dokształcić się,
przemyśleć.

Co mi się podobało?
Wszystko inne, a to przechyla szalę na dodatnią stronę studiowania. Niezwykle przydatne okazały się zajęcia z dialogu motywującego,
psychologii jedzenia i odchudzania, praktyczne aspekty pracy z pacjentem
oraz elementy terapii CBT. Osobiście uwielbiam ludzi, którzy wiedzą o czym mówią i angażują się w swoje działania. Takich wykładowców nie zabrakło.

Jak wyglądało zaliczenie kierunku?
Zaliczenie polegało na napisaniu pracy podyplomowej. Po drugim semestrze, zapisywaliśmy się do konkretnego, wybranego przez nas wykładowcy. Generalnie, im bardziej twórczo i indywidualnie podeszliśmy do sprawy, tym lepiej. Możliwości było wiele. Termin, został odgórnie ustalony, natomiast, jak to zwykle bywa, daty i deadline’y to kwestie indywidulane, możliwe do negocjacji z promotorem.




Jak wygląda sam budynek?
SWPS to piękne i nowoczesne wnętrze.  Na każdym piętrze znajduje się bufet, gdzie serwowane są przekąski, łakocie i obiady. Co jakiś czas, na korytarzu, można znaleźć komputery z dostępem do internetu oraz… łóżka do leżakowania między zajęciami. Na ścianach umieszczone są fotografie oraz bardziej lub mniej podniosłe cytaty, w języku polskim i angielskim. Generalnie, na kwestie estetyczno-dizajnerskie, nie ma co narzekać (a można się nawet pozachwycać).
Na terenie znajduje się ksero, biblioteka oraz księgarnia.

Kilka zdjęć bufetu na ostatnim piętrze oraz okolicy:

Czy warto studiować psychodietetykę?

Warto.

Wiedzę zawsze można przyswoić na własną rękę, na upartego da się wszystko. Osobiście nie żałuję, nabyłam informacje, których nie miałam, rozwinęłam umiejętności, które posiadałam. Dostrzegam więcej plusów niż minusów (choć te ostatnie bardziej szczegółowo opisałam).

To dla mnie kolejny krok, który popełniłam w ramach rozwoju zawodowego jeden z wielu. Nie same studia tworzą specjalistę – ale wiedza, doświadczenie, nieustanne dokształcanie się, praktyka i umiejętności (zarówno te wrodzone jak i nabyte).

Aby podjąć decyzję o studiowaniu na kierunku psychodietetyka, warto zadać sobie kilka pytań:
– czego oczekuję po studiach,
– co chcę w związku z tym osiągnąć,
– czy i jak może mi to pomóc w realizacji założonego przeze mnie celu.

Po odpowiedzi, wybór należy do Was. 

Jeśli macie jakieś pytania, coś Was zaskoczyło lub chcecie wyrazić swoją opinię, śmiało – to zawsze pomocne dla innych 🙂

About the author

Martyna Banasiak
Cześć, miło mi Cię widzieć! Blogować zaczęłam 3 lata temu, wtedy założyłam największego w Polsce bloga o psychodietetyce i zdrowym stylu życia Psychodietka.pl, w marcu tego roku dokonałam rebrandingu i działam pod swoim nazwiskiem na MartynaBanasiak.pl, rozszerzyłam też tematykę bloga. Możesz zobaczyć i posłuchać mnie na kanale na YouTube. Moje filmy mają około 2 000 000 wyświetleń (WOW!), uwielabiam to miejsce, może Tobie też się spodoba. Nie zastanawiam się nad tym, czy bardziej czuje się blogerem, czy youtuberem, po prostu robię dobre rzeczy, bo wiem, że tak można zdziałać najwięcej i najlepiej.