Blog posts

Chore zatoki – domowe sposoby

Chore zatoki – domowe sposoby

Uncategorized

Sezon zimowo-wiosenny uważam za otwarty – a przynajmniej chwilowo. Co to dla mnie oznacza? Zwiększone ryzyko zachorowania na zatoki. Jak się leczyć i zapobiegać? Oto moje sprawdzone sposoby.


Średnio
choruję raz do roku (czasem dodatkowo kilka razy jestem lekko
podziębiona). Objawia się to zawsze (od wielu, wielu lat) w ten sam
sposób – zapachne zatoki, katar, niska gorączka, bądź stan podgorączkowy i
ból głowy…
W okresie przejściowym, jaki raczy nas pogoda od paru dni, wiatry, przeciągi i wahania temperatury to zmora mojej głowy. (Już pomijam wszelkiego rodzaju klimatyzacje…)

Jak leczę zatoki?

Nie
chodzę do lekarza, najzwyczajniej na świecie, uważam, że antybiotyki,
które są praktycznie z góry przepisywane, nie są mi potrzebne. Działam
na własną rękę.

Majeranek

Tak, ta przyprawa, którą wykorzystuje się w kuchni. Dowiedziałam się od mamy, że pomaga udrożnić drogi oddechowe. Na zwykły katar również może pomóc. Sprawdzone – działa! Pewnie wyda Wam się dość innowacyjną metodą…
DO PICIA: Zaparzam 1łyżkę majeranku pod przykryciem przez 10 minut. (Smakuje nieco jak mięta. Naprawdę da się wypić i nie trzeba przy tym zatykać nosa.)
JAKO INHALATOR: Tutaj już jest wersja trudniejsza, czyli zaparzamy majeranek w misce i wdychamy opary (przykryci ręcznikiem).

Oczywiście czasem to nie wystarcza, dlatego łykam najczęściej dwa rodzaje tabletek:
Ibuprom Zatoki (chyba wszystkim znany)
Sinupret (małe, zielone drażetki) – informacja według producenta:  “Działają wspomagająco w ostrych i przewlekłych stanach zapalnych zatok,
górnych i dolnych dróg oddechowych oraz jako lek uzupełniający przy
antybiotykoterapii.

Oczyszczanie zatok

Ostatnio zastanawiałam się nad oczyszczaniem zatok u specjalisty. Może ktoś z Was dokonał tego zabiegu? Uważacie, że warto?

Jak zapobiegam chorobie?

Absolutnie nie paraduję z mokrymi włosami na dworze, nie wchodzę do pokoju, gdzie jest otwarte okno! Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego? Czekam do wyjścia minimum godzinę po wysuszeniu głowy (bywa to trudne, ale staram się jak umiem).
Unikam klimatyzacji… Choć w XXI wieku jest to prawie niemożliwe. Niestety.

Skutecznym działaniem zapobiegającym jest noszenie czapki. Po prostu. MUSZĘ to robić. Znam osoby, które szczerze i otwarcie nienawidzą czegoś na swojej głowie, w moim wypadku, nie ma innego wyjścia. Wystarczy dobrać odpowiednią do kształtu twarzy i głowy – naprawdę. 

 

Póki co, nie ma co płakać. Trzeba wiedzieć jak zapobiegać i jak szybko leczyć. Pokochać czapki i bezwietrzne strefy. I cieszyć się choćby z tego, że nigdy nie boli mnie gardło i nie choruję na grypę od parunastu dobrych lat…

Macie jakieś własne metody? Czy po prostu chusteczki higieniczne i odczekać swoje? 


I JESZCZE OSTATNI FILMIK (kto nie widział, wersja na wesoło):

About the author

Martyna Banasiak
Cześć, miło mi Cię widzieć! Blogować zaczęłam 3 lata temu, wtedy założyłam największego w Polsce bloga o psychodietetyce i zdrowym stylu życia Psychodietka.pl, w marcu tego roku dokonałam rebrandingu i działam pod swoim nazwiskiem na MartynaBanasiak.pl, rozszerzyłam też tematykę bloga. Możesz zobaczyć i posłuchać mnie na kanale na YouTube. Moje filmy mają około 2 000 000 wyświetleń (WOW!), uwielabiam to miejsce, może Tobie też się spodoba. Nie zastanawiam się nad tym, czy bardziej czuje się blogerem, czy youtuberem, po prostu robię dobre rzeczy, bo wiem, że tak można zdziałać najwięcej i najlepiej.