Blog posts

Słodycze a dieta, podsumowanie miesięcznego postu.

Słodycze a dieta, podsumowanie miesięcznego postu.

Uncategorized

Mniej więcej taką mam minę, gdy kolejna osoba usilnie stara się przekonać mnie do swojej magicznej diety, którą usłyszała od znajomej znajomej lub znalazła w internecie. Nie, nie i jeszcze raz nie – powtarzania nigdy dość. Jednakże, istnieje jeden wyjątek, dieta, którą doświadczyłam na własnej skórze. Nazwijmy ją umownie “Bez słodyczy”.

Jak większość z Was pamięta, mniej więcej miesiąc temu, postanowiłam odmawiać sobie słodyczy przez mniej więcej miesiąc (więcej TU). Początkowo założyłam, że będzie to moja prywatna akcja, nie chciałam nikogo namawiać na tak drastyczną zmianę w jadłospisie. Poprosiliście mnie o utworzenie akcji, w której Wy także wzięlibyście udział – tak też się stało. Powstał kalendarz oraz grupa wsparcia na facebooku…

Od razu zaznaczam, ja jako osoba odpowiedzialna za całe wydarzenie, miałam najzwyczajniej na świecie łatwiej. Zaufanie jakim mnie obdarzyliście, pewnego rodzaju odpowiedzialność społeczna, to całkiem spore zaplecze, które z pewnością pomogło mi przebrnąć i oprzeć się pokusie. Jeśli rozpoczynam jakąś akcję i deklaruje się, że podejmę wyzwanie, to rzeczywiście to robię. 

Czym dla mnie są słodycze?

To przede wszystkim produkty, które znajdę na półkach w sklepie oraz te, do których produkcji użyto cukru. Tłumaczę, bo padło pytanie czy miód, owoce i suszki też odstawiłam – absolutnie nie, dlaczego miałabym to robić?

W pierwsze dni, a raczej tygodnie, praktycznie zupełnie zapomniałam o istnieniu czegokolwiek słodkiego. Poprosiłam, by domownicy nie przynosili słodyczy do domu (co nie do końca było respektowane). Oczywiście, zdarzało się, że miałam ochotę na lody czy czekoladę, ale od razu zapalało mi się czerwone światełko – “hej, to tylko słodycze, nie muszę ich jeść”. 

Niestety, ostatni tydzień przyniósł straty…

Dostałam przedświąteczny kosz słodyczy (tak nie ma to jak wsparcie najbliższych…).  Mikołaj z czekolady został przeze mnie, z dużą przyjemnością, zjedzony w całości. W ten oto sposób, zakończył się mój post słodyczowy. Jak widzicie, nie dotrwałam do końca, mimo “obciążenia” jakim się sama obarczyłam. 

Dlaczego? 

Radykalne zmiany, to nie jest dobry sposób na rewolucje. Jeśli chcecie jakiejkolwiek odmiany (nie tylko w jadłospisie) trzeba czasu, małych kroczków i cierpliwości.

Ja byłam przygotowana na to, że może mi się nie udać, nie zależało mi na redukcji wagi czy całkowitym “rzuceniu” słodyczy. Chciałam jedynie się sprawdzić. Na co dzień, jem słodkości – często, a w niewielkich dawkach. Dla mnie to najlepsza forma sprawiania sobie cukrowej rozkoszy, bez wyrzutów sumienia. 

Jak akcja toczyła się u Was?

Wiele osób informowało mnie, że nadzwyczajnie, co bardzo mnie cieszy. Wspólne ruszenie zawsze Was motywuje do pracy nad sobą 🙂

Ten post powstał w odpowiednim momencie – zbliża się Nowy Rok, listy postanowień szerzą się i rozrastają do gigantycznych rozmiarów. To nie najlepsza metoda. 

PAMIĘTAJCIE!

Powoli, małymi kroczkami, postanowienia rozłożone w czasie. Nie nakładajcie na swoje barki zbyt wiele, bo istnieje większe prawdopodobieństwo, że cele jakie sobie założycie, bardzo szybko odejdą w niepamięć. 

About the author

Martyna Banasiak
Cześć, miło mi Cię widzieć! Blogować zaczęłam 3 lata temu, wtedy założyłam największego w Polsce bloga o psychodietetyce i zdrowym stylu życia Psychodietka.pl, w marcu tego roku dokonałam rebrandingu i działam pod swoim nazwiskiem na MartynaBanasiak.pl, rozszerzyłam też tematykę bloga. Możesz zobaczyć i posłuchać mnie na kanale na YouTube. Moje filmy mają około 2 000 000 wyświetleń (WOW!), uwielabiam to miejsce, może Tobie też się spodoba. Nie zastanawiam się nad tym, czy bardziej czuje się blogerem, czy youtuberem, po prostu robię dobre rzeczy, bo wiem, że tak można zdziałać najwięcej i najlepiej.