Blog posts

OBŻARSTWO

OBŻARSTWO

Uncategorized
Mail od Pani Ewy, która prosiła o jego publikację.
“Nazywam się Ewa, mam 50 lat. Opiszę historię mojego życia, które zniewoliło jedzenie…
Gdyby ktoś za czasów mojej młodości rzucił hasło – jedzenioholizm, musiałby wyjaśnić jego znaczenie, a nawet wtedy mógłby nie zostać zrozumianym. Czy to oznacza, że ten problem ni istniał? Bynajmniej. Sama nie wiem czy jako dziecko byłam szczupła, wtedy patrzono na to inaczej.

 Miałam dużo ruchu, bawiłam się z innymi na dworze i jadłam obiady, które serwowała nam mama. Jako młoda kobietka byłam krągła – czy miałam nadwagę, czy byłam szczupła – ciężko określić. Czy nie miałam lustra, pytacie… Miałam, ale wtedy chodziło o to, by wyglądać schludnie i atrakcyjnie. A nie szczupło a wręcz chudo. Patrzyłam na swoją mamę i widziałam, że czasem ciężko jej oddychać, poruszać się, była otyła. Tego słowa wówczas się nie używało. Większość kobiet po 40 roku życia było pulchnych, taka kolej rzeczy i nikt nie zwracał na to uwagi. Jednak mama doprowadziła się do stanu chorobowego. Miała problemy z codziennymi czynnościami i często dostawała zadyszki. Zmarła miesiąc po moim ślubie… Nikt nie powiedział tego głośno, ale myślę, że to te ciężkie kilogramy, z którymi borykała się każdego dnia były sprawcami śmierci.
Miałam 20 lat, gdy wyszłam za mąż, 21, gdy urodziłam pierwsze dziecko. Powinnam być szczęśliwa – miałam dom, kochającego mężczyznę i dziecko. Dopieszczałam rodzinę, zostałam gospodynią – gotowałam i jadłam, sprzątałam i podjadałam. Po porodzie przez dłuższy czas nie wychodziłam do znajomych, miałam chorowitą córeczkę. Ochrzciłam ją, gdy miała 1,5 roku i wówczas zaprosiłam kuzynostwo. Pamiętam jak dziś – wzrok wszystkich nie był kierowany na małego celebrytę uroczystości, a na mnie. Słyszałam kąśliwe uwagi od wujów, ciotek, rodzeństwa. Utyłam do granic możliwości, myślę, że to było jakieś 30 kg. To był dopiero początek. Gorycz po przyjęciu została ze mną a kilogramy przybywały.
Chciałam tyle w życiu dokonać, tyle zdobyć, tyle przeżyć. Nie udało mi się. Wstydziłam się siebie. Nigdy nie powiedziałam tego na głos, nigdy nie usłyszałam niczego krzywdzącego od męża. Ale czułam wzrok innych. Jazda na rowerze z dzieckiem, odpadała, aktywność fizyczna zaniżona lub prawie niemożliwa.
Patrzyłam na siebie w lustrze, widzialam nieudacznika, który dał się poskromić jedzeniu. Osobę, która marnuje swoje życie  z powodu kilogramów, kalorii. Żałosne.
Chodziłam do lekarzy. Miałam wiele dokuczliwych chorób, słyszałam zawsze “Musi Pani schudnąć. Proszę jeść mniej.” Ale ja nie umiałam. Kilka lat temu byłam nawet u dietetyka, kosztowało mnie to duzo pieniędzy, ale na zdrowiu nie ma co przepłacać. Kilka wizyt czułam się świetnie. Dostałam jakieś wspomagacze odchudzania (przy mojej wadze było to pewnie konieczne) i kilka przepisów potraw do przygotowania, surowa dieta rozpisana na cały tydzień. Nikt nie pytał mnie o moje odczucia, nie rozmawiał o moim życiu. Skupiał się na swojej pracy. Przez miesiąc schudłam 5 kg. Prawdą jest, że nie przestrzegałam wszystkich zaleceń. Jadłam ciężkie potrawy, słodycze i ciasta – czasem podjadałam w samotności, żeby nikt nie widział. Po 2 miesiącach przybył mi 1 kilogram, po trzech 1,5 kilograma. Zrezygnowałam z dietetyka, twierdząc, że to nie dla mnie. Potrzebowałam czegoś, co uzdrowi moją duszę, czegoś co mną wstrząśnie.
Czułam się nierozumiana. Wstydziłam się siebie i swoich myśli.
Dziś patrzę na swoją córkę i zastanawiam się, czy ona widzi mnie tak jak ja widziałam swoją matkę. Boję się o nią. O siebie bać się przestałam, wiem, ze niczego już nie naprawię. Dla mnie jest za późno, dla niej nie. Chciałabym, aby nie popełniła moich błędów, choć wiem, że nie mam prawa jej pouczać…
Teraz myślę, że gdybym była bardziej świadoma problemu, gdybym zgłosiła się do specjalisty i leczyła nie z chorób, ale przede wszystkim z przyczyny, może wszystko potoczyłoby się inaczej.
Mój wygląd, moja waga, przez całe życie mówiła mi: jesteś nic nie warta, jak mogłaś doprowadzić się do takiego stanu, zmarnowałaś życie, które było Ci dane.
Nie ma nic bardziej wstydliwego, niż obżarstwo. Niewiele mnie zrozumie. Pamiętam, jak zapowiadałam sobie – Od jutra, po czym zjadłam prawie całą zawartość lodówki – na zapas. Dostałam takich boleści brzucha, że myślałam, że umieram. I błagałam, aby tak się nie stało, nie chciałam być tą, która przeżarła się na śmierć.
Poprosiłam Panią Martynę o publikację wiadomości do niej. Nie wiem, czy
będę w stanie brać udział w kampanii, którą mamy zamiar stworzyć, ale chciałabym dotrzeć do kobiet
czujących się tak jak ja. Wiem, że należę do skrajnych przypadków, ale myślę, że każda osoba mająca problemy z odżywianiem, działa podobnie. To jest choroba. Wstydliwa, ale taka jak każda inna. Działajcie, walczcie, teraz jest tyle możliwości. Skorzystajcie z pomocy psychologów, dietetyków, lekarzy dla siebie, dla Waszych rodzin. Jeśli potraficie – udzielcie jej innym, weźcie udział w kampanii, pokażcie problem światu, rozmawiajcie między sobą. Życie należy do Was, nie pozwólcie, by jedzenie nim sterowało. “
KAMPANIA 

About the author

Martyna Banasiak
Cześć, miło mi Cię widzieć! Blogować zaczęłam 3 lata temu, wtedy założyłam największego w Polsce bloga o psychodietetyce i zdrowym stylu życia Psychodietka.pl, w marcu tego roku dokonałam rebrandingu i działam pod swoim nazwiskiem na MartynaBanasiak.pl, rozszerzyłam też tematykę bloga. Możesz zobaczyć i posłuchać mnie na kanale na YouTube. Moje filmy mają około 2 000 000 wyświetleń (WOW!), uwielabiam to miejsce, może Tobie też się spodoba. Nie zastanawiam się nad tym, czy bardziej czuje się blogerem, czy youtuberem, po prostu robię dobre rzeczy, bo wiem, że tak można zdziałać najwięcej i najlepiej.