Blog posts

BOIMY SIĘ jedzenia?

BOIMY SIĘ jedzenia?

Uncategorized
– Przesadzasz, to tylko jedzenie  – usłyszałam kiedyś.
– Jak to „TYLKO jedzenie ”…?  – pomyślałam.
Czym jest dla nas jedzenie?’
Materialną formą – paliwem życiowym. Tym, co dodaje
sił i witalności (czasem również odbiera). To mało, pytam? Żywność to podstawa funkcjonowania
naszego organizmu – w zależności jakie  fundamenty postawimy, takie efekty będziemy w stanie uzyskać. Powiem więcej, przeliczamy je na kalorię – energię, która zasila nasz pokład. Co jeszcze?

Jedzenie to ogólnie przyjęta forma nagrody i kary – zarówno samego siebie jak i innych. Zdałam egzamin – idę na ulubione lody. Mamy rocznicę ślubu – biorę ukochaną na kolację. Nie lubię swojego ciała – nie będę jadła słodyczy. Przykłady można mnożyć i dzielić…
Pocieszenie? Nic prostszego – sięgam do lodówki. Jedząc odczuwam przyjemność, moje niechciane myśli na chwilę są tłumione. Jem więc więcej i więcej. To niewiele pomaga, ale sam nie wiem jak mam sobie pomóc. Denerwuję się – nie odczuwam już przyjemności, ale nie przerywam dotychczasowej czynności. Uporczywe myśli powracają. Jem nie wiedząc, że jem. Okazuje się, że ubyło o kilka porcji za dużo – mam wyrzuty sumienia.
Tracę kontrolę nad swoim życiem? Jedzenie to najszybsza i najprostsza forma by ją odzyskać. My sami bezpośrednio wkładamy pożywienie do naszych ust – to od nas zależy czy zjemy dwie czy cztery kromki chleba. Kontrolując talerz, nóż czy widelec stajemy się poniekąd panami własnego losu.
Chcę zwrócić czyjąś uwagę? Nie jem, nie jem na potęgę. Unaoczniam innym swój problem. Komunikuję, że kogoś potrzebuję.
Kocham? Darzę istotę ludzką uczuciem, więc ją karmię. Jestem matką, tulę niemowlę, dla którego chcę jak najlepiej i najwięcej. Kocham mocno i pragnę pokazać, ze mi na nim zależy – więc karmię i dokarmiam jeszcze więcej. Należę do grona babć, które gotują i suto zastawiają stół? W ten sposób przelewam swoje uczucie na całą rodzinę. Tak okazuję radość, hojnie goszczę przybyłych pod moim domem.
Potrzeba. To nieuwzględniany w słownikach synonimów, zamiennik słowa jedzenie. Najczęściej niezrealizowana, niezapewniona. Potrzeba miłości rodziców, potrzeba bliskości innych, potrzeba realizacji, potrzeba akceptacji przez społeczeństwo, potrzeba bycia idealnym.
Gdzie norma? A gdzie już patologia?
Jedzenie to symbol. 
Wszechobecny, wszechstronny, panujący od wieków i na wieki wieków.
Jedzenie mówi więcej niż tysiąc słów, wyraża uczucia, przekazuje radość,
jest towarzyszem na dobre i złe, pocieszycielem w trudnych chwilach,
pomocnikiem w walce z chorobą, katem wypominającym nam nasze błędy. Jedzenie nie jest niczym złym, jak najbardziej
może i powinno kojarzyć się z czymś dobrym i przyjemnym, co nie powinno
nieść ze sobą wyrzutów sumienia. Według mnie za mało się na nim
skupiamy, albo wykorzystujemy je w nieodpowiedni sposób i niewiele
rozumiemy. Niestety jemy, gdy nie jesteśmy głodni, gdy nam smutno i
nudno, chcemy się nagrodzić  i ukarać…
 Jedzenie staje się zamiennikiem wielowymiarowym, odstaje od pierwotnej i ogólnie powszechnej normy, do czego wstyd się przyznać. Boimy się stwierdzić, że jedzenie oznacza dla nas coś więcej niż powinno? Dlatego umniejszamy jego rzeczywistą wartość? Udajemy, że nie istnieje bezmyślnie pochłaniając dodatkowe porcje przed telewizorem. Jemy w pośpiechu, myśląc, że taki “posiłek” się nie liczy. Wcinamy w 2 minuty bułę, tuż przed obiadem, po czym zasiadamy do niego będąc nadal głodnym. Oszukujemy siebie, mózg i nasz organizm. Wszystko dzieje się za szybko, niedbale i nie odczuwając radości podczas konsumpcji.
Jedzenie jest WAŻNE – może być lekarstwem i stać się trutką.
Należy do największych przyjemności tego świata.
Nie bez powodu uwzględniono je wśród Siedmiu grzechów głównych – łatwo przekroczyć granicę.

About the author

Martyna Banasiak
Cześć, miło mi Cię widzieć! Blogować zaczęłam 3 lata temu, wtedy założyłam największego w Polsce bloga o psychodietetyce i zdrowym stylu życia Psychodietka.pl, w marcu tego roku dokonałam rebrandingu i działam pod swoim nazwiskiem na MartynaBanasiak.pl, rozszerzyłam też tematykę bloga. Możesz zobaczyć i posłuchać mnie na kanale na YouTube. Moje filmy mają około 2 000 000 wyświetleń (WOW!), uwielabiam to miejsce, może Tobie też się spodoba. Nie zastanawiam się nad tym, czy bardziej czuje się blogerem, czy youtuberem, po prostu robię dobre rzeczy, bo wiem, że tak można zdziałać najwięcej i najlepiej.